Archive of articles classified as' "ekstremadura.2011"

Back home

o spotkaniach w Węgorzewie w GK

20/11/2011

…lepiej późno niż wcale:

1 Comment

Extremadura 2011 w trochę lepszej jakości

30/10/2011

Ostatni klocek do układanki: zdjęcia od miesiaca czekające na wywołanie (oczywiście cyfrowe).

Pierwsi zobaczyli je uczestnicy II-gich spotkań rowerowych podróżników w Węgorzewie Koszalińskim. Kto był dociekliwy ten dotarł.

Zdjęcia polecam oglądać przy poniższej muzyczce:


 

 

6 Comments

koniec tego dobrego

8/10/2011

 

przed chwilą wrzuciłem zaległe teksty spod namiotu ostatnich dni. co się zdarzyło później? nic ciekawego. pakowanie roweru i na szczęście bezproblemowy lot do polski.

Ciekawiej za to było już w naszym pięknym kraju.Rzeczywistość szybko daje znać o sobie. Nie ujechałem kilometra od lotniska jak zostałem zatrzymany przez policję za nieprawidłową jazdę, a trochę później jadąc z Wrzeszcza do Sopotu ścieżką rowerową wjechał we mnie gość wyjeżdżający z posesji. Wynik, przednie koło – ósemka. Na szczęście człowiek okazał się w porządku, i już po pół godzinie miałem nowe koło prosto ze sklepu rowerowego. Szczęście w nieszczęściu.

Do domu toczyłem się już ostrożnie po chodnikach, starając się nie zostać trafionym przez żadny kataklizm. Udało się, i niedługo może pokaże jakieś lepsze zdjęcia niż te komórkowe. Pierwsza okazja: spotkania rowerowych podróżników w Węgorzewie Koszalińskim 29 października. Chyba mogę zaprosić?

 

Pokaż Extremadura & Andalucia 2011 DONE na większej mapie
 

25 dni w tym:

około 21 dni jazdy

1529 km na budziku

około 5 gum (czyli bez tragedii)

około 600 zdjęć (tylko!)

do zo!

 

4 Comments

3-7 pazdziernika

8/10/2011

3 pazdziernika

spadam z Granady. Siedze znow w jednym z charakterystycznych autobusow Alsiny Graels ktorymi mozna sie dostac praktycznie wszedzie w Andaluzji. Choc w sumie swiat schoddzi na psy…kiedys bylo mozna wozic rower za darmo a teraz juz trzeba doplacac. Poza tym w kasach ci mowia ze trzeba ten rower owijaci rozbierac…ale na szczescie kierowcy sa luzakami i wystarczy zdjac kola. Dzis tez nie obylo sie bez nerwowego biegania i szukania odpowiedniego autobusu. To juz taka tradycja. Okazalo sie ze mam przesiadke. A lokalsow to najlepiej nie pytac bo cie zle pokieruja i potem biegasz.

Ale najwazniejsze ze w koncu wyrwalem sie z tej Granady. Fajnie pieknie, jednak droga wzywa….ilez mozna sie obijac, lazic po tych samych ulicach…nuda panie. Usilnie probowalem nie zostawic niczego nigdzie ale przegralem…mp3 zostalo u Paco u ktorego mieszkalem…ech…

Dzis zdazam do Huescar skad mam /z dzis/ 4 dni do Alicante. Powinno byc calkiem luzacko…ale zobaczym….

Granada sie malo zmienila. Pozamykali troche ulic wiecej…dalej jest pelno rozkopanych i ogrodzonych miejsc. Wyglada to jakby chcieli strasznie szybko wszystko zrobic ale kasa sie skonczyla i wszystko stoi.

W hiszpanskich miastach widac dazenie do zrownowazonego transportu. Wyglada to dosc nienaturalnie, bo chyba zrownowazony transport zupelnie nie lezy w mentalnosci poludniowcow. Tu musi byc tloczno, glosno, i niezdrowo /w sensie spalin/ a wszyscy zyja na kupie i sa z tego bardzo zadowoleni.

Wyglada to tak jakby budowali te linie tramwajowe /bo buduja/ i sciezki rowerowe tylko dlatego, ze unia ma takie priorytety i latwo na to kase sciagnac.

jedno trzeba przyznac. I akurat to sie nie zmienilo zupelnie. Tutejsi kierowcy jezdza o niebo rozwazniej i bezpieczniej. Dzisiaj w walce z porannym szczytem w drodze na dworzec mijalem auto na polskich blachach. Jechal dziwnie i strasznie sie go balem. Mysle ze gdyby podobny ruch jak tutaj istnial w polsce to na rowerze bym nie przezyl nawet 30 sekund. A tutaj jakos wszyscy wszystkich widza. Moze po prostu hiszpanscy kierowcy patrza w lusterka i dookola glowy, a polscy tylko przed siebie.

Jest jedna ciekawa rzecz. Cykle swiatel sa ustawione na priorytet dla pieszych. Dodatkowo sa bardzzo dlugie cykle kiedy wszyscy maja czerwone. Czerwone swiatlo respektuja samochody i skutery, natomiast rowery i piesi zupelnie na to nie patrza….pewnie dlatego, ze te cykle sa bardzo dlugie,..a sa dlugie bo ludzie nie respektuja, i kolko sie zamyka. Jazda samochodem po tym miescie to z pewnoscia niezla walka. Zadne polskie miasto sie nie umywa.

jeszcze odnosnie wczoraj. bylem w Museo de Andalusia, czy jakos tak Glownie Z Mysla o architekturze Alberto Campo Baeza. Ladny kawalek budynku w istocie. Jednak to typ architektury – rzezby ale zupelnie odczlowieczonej. Od progu witaja cie wielkie schody, i tylko jakis nedzna platforma dla ludzi na wozku. Przyjdziez z dziecmi, albo osoba starsza i zonk….wydaje mi sie ze to juz nie te czasy.

natomiadt to co mnie zachwycilo to wystawa. obowiazkowy punkt dla kazdego projektanta wystaw. wszystko multimedialne jak to sie teraz robi, nawigujesz po prostu stojac przed wielgachnym ekranem przez wskazanie ikony reka, tak o…ale nie przez dotyk, bo ekran jest kilka metrow z przodu. wrzuce fotki. To w sumie taki bajer, wazniejsze dla mnie sa same materialy. Naprwde dobre humorystyczne animacje, zrobione w stylu animacyjek monthy pythona. Wiadomo, nie takie idiotyczne, ale poziom musze powiedziec ze naprawde wysoki. Chetnie bym ogladnal wszystkie, tylko nie stalo czasu. Nastepnym razem sobie to zaplanuje na dluzej.

dobra…jestem po przesiadce do drugiego autobusu. byla szybka akcja. na szczescie kierowcy sa wporzo i poczekali az zloze do kupy moj rower i sie przeprowadze do drugiego. za oknem zmiana. krajobraz z dzikiego zachodu. droga wije sie wzdluz rzeki, gdybym tu jechal to chyba bym zwariowal. rzeka wyrzezbila gleboka rozpadline w plaskowyzu, no i droga co chwile opada i sie podnosi. masakra rowerem. Andaluzja to naprawde ciekawy i niesamowicie roznorodny Comunidad hiszpanski. niestety nie mialem czasu zeby przejechac prez Gorafe, a poczatkowo planowalem. Podobno jest tam niesamowity krajobraz glownie przez tysiace megalitow, pozostalosci prehistorycznej dzialalnosci czlowieka na tych terenach. Jak zawine do Huescar pozostanie zaopatrzenie sie w jakies butelki, wode kole itp, no i w droge.

1246;58.32;41.8;13.09;

1345;98.81;53.6;15.69;

1451;104.38;52.6;15.42;

 

5 pazdziernika

ostatnie 2 wieczory juz mi sie nie chcialo pisac, choc dni byly ciekawe. przemierzalem polpustynny obszar murcji. troche gor. pare razy zaskoczyly mnie skaliste jary przez ktore droga przebijala sie na druga strone. szczegolnie przy Embalse de Alfonso XIII na zachod od miasteczka Cieza. Gory tworza tam wysoka bariere, i wczesniej musial istniec w niej bardzo waski przelom ktorym mala rzeczka przebijala sie na druga strone. Teraz…wiadomo, betonowa tama utworzona w tak niedostepnym miejscu, ze dojezdza sie do niej dwoma tunelami. Dalej na wschod juz nieciekawie. Wjezdzam na mocno zabudowane i rolnicze tereny. Duzy ruch, znow ogrodzenia i ogrodzenia. Za nimii winogrona, limonki, brzoskwinie, granaty. Jedynie winogrona udaje mi sie uszczknac. Wszystko inne jest jeszcze nie dojzale. No i tak jade zastanawiajac sie co tu zrobic. Nie ma nawet gdzie palca wsciubic, nie mowiac juz o namiocie. Nawet nie chodzi o to, ze nieladnie, tylko wszedzie staja rozproszone domy i domki. W glowie sie przelamuje plan, ze jak dotre nad wybrzeze to zawitam do jakiegos hostelu/campingu i naraz wyjezdzam z wioseczki Dolores i jest! Na lewo parque natural, a na prawo duuze pola…niewiem czego bo sciete, zostaly tylko miedze z wysokiej czciny. Teren idealny!!!! Zapuszczam sie polna drozka w labirynt pol i jest super. Dzis mamy juz dzis, i niewiem czy to co pisze wysle juz z polski czy moze jeszcze stad. Ostatnie kilkanascie godzin w Iberii spedze powolnie toczac sie w kierunku aeropuerto. Moze na ten kawalek nocy zostane na plazy….zobaczymy. Na lotnisku musze byc tak kolo 5 rano. W sumie to dobrze, bo na obiad powinienem byc juz w domciu.

6 pazdziernika

no i dzis dzien-nagroda…do lotniska pare kilometrow wiec spokojne sniadanko, wycieczka w strone plazy…wylegiwanie sie…kompiel….znow wylegiwanie sie…powolne toczenie sie w kierunku lotniska… wypatrzylem w miare w porzadku miejsce na nocleg. niestety raczej pod namiotem ale przynajmniej 25e w kieszeni. a i tak dlugo nie pospie bo na lotnisku musze byc tak o 5 zeby jeszcze rower zlozyc, a raczer rozlozyc. wysle to jednak juz chyba z polski jutro. do zo!

No Comments

no i ekipa z velety

2/10/2011

2 Comments