W skrócie: z grupką 20-paru dzieci wykonywaliśmy małe aparaciki otworkowe z…pudełek od zapałek. Była oczywiście część teoretyczna, dużo zabawy, tłumaczenie „co to jest negatyw i klisza?” (to już pokolenie cyfrowe) oraz pytania „gdzie się naciska żeby zrobić zdjęcie?”. Miałem niezłą tremę, ale się jakoś udało, i nie zostałem zjedzony żywcem!
Po zebraniu naświetlonych przez dzieci aparacików z niepewnością oddałem filmy do wywołania. Poniżej wyniki tych, którym udało się zarejstrować COŚ. Efekty oceńcie sami.
a poniżej rozwiązanie, a raczej wywołanie rolki filmu, która mogła mieć na karku tyle samo lub więcej latek jak ja. jak narazie to mój rekord pod względem korzystania z przeterminowanych materiałów. ale tylko chwilowo. na półce czeka papier fotograficzny z 54 roku. hah, to może być ciekawe.
październikowa niedziela, kajaki, piękne słońce. było magicznie. techniczną stroną zajął się rossman i proces C-41. może trochę żałuję, że nie puściłem tego w E-6, bo jednak coś wyszło, i diapozytywy byłyby fajniejsze. a tak to pół na pół zasługa filmu podbudowana obróbką w kompie. podoba się? ja nie wiem, niektóre tak a niektóre prawie tak.
czytasz sobie jakiegoś bloga foto (http://pocotofoto.blox.pl), oglądasz zdjęcia, wędrujesz po świecie internetu, wpada jedno zdanie (tym razem o obróbce kolorowych cyfrowych zdjęć IR). zaraz, zaraz. trzeba to sprawdzić. szybkie odpalenie PS, i po chwili lądujesz w jakimś klimacie post-apokaliptycznym.
przydała się zalegająca ‘irytacja’ koszalińskiego rynku, i mieleński zachód słońca (doobra, robię te kicze jak wszyscy). a w sumie jak patrze na poprzedni post, to tam też klimat apokalipsy
moje zdjęcie (to ta „Narecznica samcza” po prawej) zaplątało się do albumu właśnie wydanego przez Starostwo Powiatowe w Koszalinie. Może to nie jest wiekopomny sukces, ale fakt odnotowuję. Niech to będzie również reklama tego wydawnictwa, bo trzyma poziom (a wiadomo jakie koszmary graficzne często wychodzą z urzędów) oraz reklama Magdaleny Wierzbowieckiej, która ten album złożyła.